Higiena światła

19 września 2019

Higiena światła

Od zawsze ciemność kojarzona była z czymś złym; tajemnicą, mrokiem, nieszczęściem. Okazuje się, że zupełnie błędnie, niesie za sobą bowiem pierwotność i czystość doznań, których we współczesnym świecie człowiekowi brakuje, a nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Sigri Sandberg, skandynawska dziennikarka, wyrusza w podróż na daleką północ, tam, gdzie można jeszcze zobaczyć zorzę polarną i krystaliczne czyste niebo, na którym widać Drogę Mleczną. W swojej publikacji „Ciemność” odczarowuje jej stereotyp jako źródła lęku i negatywnych skojarzeń.

Samotna wyprawa Sandberg trwa pięć dni, w których autorka staje sam na sam ze swoimi demonami, w tym lękiem przed ciemnością. Przez kilka dni spędzi czas na mroźnej, surowej północy, stawia tezę o tym, że cywilizacja zabija ciemność, a nadmierne oświetlanie niszczy świat. Książka dodatkowo okraszona jest badaniami naukowymi, wprowadza terminologię znaną do tej pory wyłącznie badaczom tego zagadnienia. Zanieczyszczenie, które generujemy, w dużej mierze bierze się z przesadnej elektryfikacji, chęci opanowania każdego zakątka jasnością. Okazuje się, że błędnie, ponieważ sama ciemność jest nam niezbędna do życia i pozwala zachować stabilność i higienę psychiczną.

 

Od świeczki do lamp jarzeniowych

Podróż po świecie opanowanym przez światło autorka rozpoczyna w połowie XX wieku, kiedy miasta zaczęły się rozświetlać. Elektryfikacja w bardzo szybkim tempie wyrzuciła ciemność z miast, starając się nie doprowadzić do jej istnienia we wszystkich zakątkach. Na co dzień nie zwracamy uwagi jak niepotrzebnie dużo światła generujemy, ile rzeczy służy nam do tego, by rozjaśniać pomieszczenia. Mrok jest nam przecież potrzebny, chociażby do zdrowego snu czy całkowitej koncentracji. Okazuje się, że nie umiemy sobie tez z ciemnością poradzić, a brak prądu jest obecnie największym problemem. Nie działają wtedy urządzenia elektryczne, nie możemy swobodnie korzystać z telefonu, oglądać seriali, a nawet nie mamy ciepłej wody. Rozpacz i panika nasilają się, ponieważ ludzie przyzwyczajeni do światła okazują się być teraz od niego uzależnieni, a bez niego przestaną w bardzo krótkim czasie funkcjonować. Tak, możemy wyginąć bez dostępu do światła. Jak radzili sobie nasi przodkowie, kiedy nie było tak łatwo dostępne?

Autorka w bardzo prosty sposób pokazuje nam zasadność zachowania równowagi pomiędzy światłem i ciemnością, oraz ze względu na poruszony problem zanieczyszczenia świetlnego zmusza do refleksji. Wyobraźcie sobie świat bez telefonu, atakujących na ulicach neonów, jarzeniówek czy błyskających reklam i logo firm. Oczy mniej bolą, prawda? A teraz wyobraźcie sobie, że tak można po prostu żyć.